Popkulturowy zestaw na rozstanie

Prawie każdy z nas ma za sobą jakieś rozstanie. Bywają te mniej i bardziej bolesne, ale umówmy się – utrata bliskiej osoby to nic przyjemnego. Tym bardziej, że ta strata rozciąga się też na inne rzeczy tudzież osoby – przyjaciół naszego byłego, jego serdeczną babcię, wspólne mieszkanie czy ulubionego kwiatka, który akurat nie Tobie przypadł w “podziale majątku”. W zamian często zyskujemy pakiet zawierający samotne wieczory, pustkę w serduszku i rozpaczliwe próby “odnalezienia siebie na nowo”.

Been there, done that. 

Na moim miłosnym koncie mam kilka różnych relacji, a więc i ich zakończeń. Choć chciałabym powiedzieć, że na pewno z każdym kolejnym jest łatwiej, to nie jest to reguła. W końcu plasterek może okazać się nową raną, a osoba pojawiająca się w naszym życiu na kilka krótkich momentów, może znaczyć więcej niż całe lata z kimś innym. Jedyną regułą w relacjach jest ich unikatowość i zmienność.

Dlatego nie będę radzić Wam, jak postępować po rozstaniu, pouczać, kiedy już możecie zacząć ponownie randkować czy jak do tego w ogóle podejść, bo sama tej tajemnej wiedzy nie posiadam.

Wiem jednak, że poza czasem (który jest lekarstwem wymagającym cierpliwości, ale jednak skutecznym), w świecie kultury są takie wytwory, które mnie osobiście pomogły wrócić do radości z życia. Oczywiście obok przyjaciół, dużej ilości pizzy, wyjazdów, jogi i wielu innych, ale to chyba oczywiste, że na poważny heartbreak jedno lekarstwo to za mało.

Pamiętajcie też, że jeżeli przez dłuższy czas czujecie się bardzo źle psychicznie, nie macie motywacji do jedzenia czy wychodzenia z domu, warto zgłosić się po pomoc do specjalisty. W końcu jak złamiecie sobie nogę, to nie próbujecie samodzielnie okładać ją w domu ziołowymi maściami, tylko idziecie do lekarza, prawda? Podobnie postąpcie ze złamanym sercem, jeżeli widzicie, że sobie z tym nie radzicie.

Przejdźmy jednak do tych trzech rzeczy, których oglądanie czy też słuchanie, tchnie w Was troszkę optymizmu i tego kojącego uczucia pt. “Nie tylko ja tak mam!”. Jeżeli na Instagramie co chwilę wysyłacie najlepszej przyjaciółce mema z taką myślą, to świetnie wiecie, o czym mówię 🙂

Podcast “Ja i moje przyjaciółki idiotki” Asi Okuniewskiej

Mam wrażenie, że królową (i matkę) polskich podcastów znają już wszyscy, ale co jakiś czas trafia się osoba, która dopiero dowiaduje się o istnieniu Klubu idiotek. Przedstawię więc w skrócie, o co chodzi i jak dobrą robotę to robi. Podcast “Ja i moje przyjaciółki idiotki” to zbiór opowieści o relacjach damsko-męskich. A raczej głównie o rozczarowaniach, załamaniach, toksynach.

Słuchając opowieści o typach wychowanych przez wilki czy typach boomerangach, możemy wreszcie usłyszeć, jak ktoś głośno mówi o tym, co zdarza się wielu z nas. I poczuć ulgę, że nie tylko my “daliśmy się zrobić” czy “kogoś robiliśmy” (niestety, czasem to my zachowujemy się niefair i dobrze też umieć to dostrzec), że nie tylko my co jakiś czas piszemy do swoich eks czy że nie tylko my dajemy kolejne szanse osobie, która na to nie zasługuje.

Przed poznaniem Idiotek niejednokrotnie czułam się właśnie… idiotką. Tą słabą, bez szacunku do siebie, robiącą głupoty, za które obrywało mi się od przyjaciółek. A potem zaczęłam słuchać podcastu Asi i uświadomiłam sobie, że po pierwsze – mnóstwo osób przeżywa podobne rzeczy, trafia na podobnych typów i podobnie się rozczarowuje, a po drugie – że to nie świadczy tylko o naszej głupocie, ale o wrażliwości. Mamy uczucia, które czasem nami rządzą w nieodpowiedni sposób.

Gdy to zaakceptujemy, przestaniemy się samobiczować. Co nie oznacza od razu normalizacji wchodzenia w toksyczne relacje! Wręcz przeciwnie – dzięki Idiotkom często powstrzymywałam się przed robieniem rzeczy, których później bym bardzo żałowała. Świetny w takich sytuacjach jest choćby najnowszy odcinek “Koło ratunkowe”, “Mól z kanapy” czy “Z desperacji”. I chociaż Asia rękami i nogami zapiera się przed stwierdzeniem, że kogoś leczy, to moim zdaniem uleczyła wiele złamanych serc. Od niedawna także dzięki swojej pierwszej książce.

„Ja i moje przyjaciółki idiotki” to kawał książki, co już na początku jest pozytywnym zaskoczeniem. Blogerzy, influencerzy czy celebryci wydający książki, przyzwyczaili nas raczej do dużej ilości obrazków i cytatów na całą stronę, a nie konkretnej treści. A tutaj dostajemy lekturę na co najmniej kilka jesiennych wieczorów (ale ostrzegam – bardzo ciężko się powstrzymać od zarwania już pierwszej nocy!).

Całość podzielona jest na 4 części – o byciu singlem, w związku, rozstaniach i ostatnia, mocno edukacyjna – o przemocowych sytuacjach (przygotowana we współpracy z Centrum Praw Kobiet). Przyznam szczerze, że znacznie częściej Netflix wygrywa u mnie z książką, a tutaj naprawdę cieszyłam się każdą stroną lektury. Na przemian śmiałam się w głos, wracałam myślami do pewnych sytuacji i klepałam po plecach inne Idiotki.

Ta książka to dużo więcej niż podcast Asi, który uwielbiam, ale z uwagi na ograniczoną w czasie formę, ciężko jest w nim tak fajnie zbudować narrację jak w książce. Jestem pewna, że „Ja i moje przyjaciółki idiotki” nie raz uratują mi tyłek. Czy to, gdy weźmie mnie na rozstaniowe płaczki, czy to, gdy wrócę do randek z Tindera, czy to, gdy będę chciała po prostu poczytać coś mądrego na temat relacji międzyludzkich. Szacun, Asia!

Serial “Przyjaciele”

Przez dobór treści ten tekst może pachnieć banałem, ale dla mnie taka klasyka się nie starzeje. I może spotkać nas w bardzo różnych momentach życia. Przez wiele lat nie rozumiałam fenomenu “Przyjaciół” i za bardzo nie chciałam zrozumieć. Kiedy jednak rok temu wróciłyśmy z kumpelami z wyjazdu na Lazurowe Wybrzeże, położyłyśmy się u mnie na kanapie i zmęczone po prostu puściłyśmy Friends, wszystko się zmieniło.

Przepadłam. Kocham ten serial! Szczególnie za to, jak po moim pierwszym rozstaniu towarzyszył mi za każdym razem, gdy wracałam do pustego mieszkania. “Przyjaciele” stali się moimi przyjaciółmi. Przestał mi przeszkadzać dodany śmiech, polubiłam Jennifer Aniston, a w ich słynnym, nowojorskim apartamencie, czułam się jak w domu.

Po części to właśnie ten serial przypomniał mi, że życie nie kończy się na byciu w związku. Że właśnie bliscy, poznawanie nowych osób, randki, to też elementy, które czynią naszą codzienność bardziej barwną. No i te wszystkie mniej i bardziej udane relacje głównych bohaterów pomogły mi ogarnąć, że po pierwszym związku przychodzi drugi, a często i trzeci, czwarty, piąty. I to jest okej! A w międzyczasie można po prostu dobrze się bawić, siedząc z paczką przyjaciół w Central Perk i podchodząc do życia z odrobinę większym dystansem. 

Serial “Seks w Wielkim Mieście”

Pozycja obowiązkowa dla każdej singielki/singla (chociaż nie tylko).

Na początku jednak zaznaczę, że pod pewnymi względami serial się zestarzał, o czym szerzej pisze Kasia na swoim blogu Zwierz popkulturalny. Tak, “Seks w Wielkim Mieście” promuje konsumpcjonizm, a główna bohaterka – Carrie – głównie chodzi po nowojorskich klubach i kawiarniach, pije Cosmopolitana, poszukuje idealnego mężczyzny i raz na jakiś czas przypomni sobie, że musi coś napisać. Ale jeżeli podejdziemy do tego z większym dystansem, rozumiejąc, że to jednak fikcja, a nie wzór dobrego życia i dobrych relacji, to nie oderwiemy się od miłosnych perypetii czterech przyjaciółek. 

Ilość mężczyzn pojawiających się w ich życiu może przerażać, a z drugiej strony pojawia się znowu to kojące uczucie solidarności. Wiecie, to: “Uff, nie tylko ja znowu umówiłam się z fuckboyem/Piotrusiem Panem/wstaw dowolne”. Nie ma tragedii, życie toczy się dalej, a ja będę mogła pośmiać się z tego za jakiś czas przy kawie z przyjaciółmi.

W “Seksie w Wielkim Mieście” lubię też pokazanie różnorodności relacji i podejść –  do kwestii małżeństwa, dzieci, aborcji czy życia seksualnego. W końcu różnimy się od siebie i nie każdy musi iść wyznaczoną ścieżką (chociaż oczywiście ścieżka Carrie jest dość typowa i pomimo przełomowości serialu jak na tamte czasy, ostatecznie kończy się typowym love story między Carrie i Bigiem).

Tutaj co prawda nie tak mocno jak w “Przyjaciołach” wybrzmiewa przesłanie, że możemy prowadzić szczęśliwe życie bez wielkiej miłości u boku albo jej desperackiego poszukiwania, ale wciąż serial pokazuje wagę relacji przyjacielskich i koleżeńskich. A sytuacje, które przytrafiają się bohaterkom, niejednokrotnie mają odzwierciedlenie w prawdziwym życiu. Cóż… Nawet mój szef czasem lubi odnieść się do którejś z kultowych scen 🙂 

***

O związkach (a może raczej ich zakończeniach) mogłabym napisać jeszcze dużo, ale na razie mam pewne granice prywatności, których nie chcę przekraczać. Nie czuję się też ekspertem, chyba, że chodzi o eksperta dram 😉 Jednak powyższe pozycje na tyle wpłynęły na moje podejście do relacji czy nawet po prostu co wieczorną poprawę humoru, że ten tekst to taki mały pomnik dla nich.

A Wy możecie dać znać w komentarzach, co dla Was jest popkulturowym ratunkiem. Plasterków (tych prawdziwych) nigdy dość! 

Posts created 126

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
karkapisarkaRadownisia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Radownisia
Gość

O jejku! Dwie ulubione produkcje <3

karkapisarka
Gość
karkapisarka

A podcast? 😉

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry