Mój pierwszy bullet journal

Bullet journal to metoda kreatywnego planowania, która w duży skrócie polega na tym, że w czystym zeszycie (zazwyczaj w kropki) rozrysowujemy sobie własny, unikalny układ stron. W takim układzie możemy zawrzeć dosłownie wszystko – co zresztą potwierdza twórca całej idei, Ryder Carroll.

Bujo to miejsce, gdzie mamy możliwość kreatywnego wyżycia się, długofalowego, bardzo przemyślanego planowania czy używania zwykłych, codziennych to do list.

To od nas zależy, jaki kształt bullet journal ostatecznie przyjmie – co dla mnie przesądziło o sięgnięcie po niego. Oczywiście, od zawsze robiłam maślane oczy do pięknych notatek i bogato ilustrowanych rozkładówek na Pintereście czy Instagramie, ale ostatecznie to rozczarowanie istniejącymi na rynku kalendarzami i planerami, popchnęło mnie do bullet journala.

Wszystkie znane mi planery były dla mnie albo zbyt minimalistyczne i miałam wtedy za mało miejsca na własne notatki, listy itd., albo zbyt przeładowane elementami, z których nawet nie przyszłoby mi do głowy skorzystać. Czy ktoś kiedyś zakolorował ilość wypijanej kawy?! Chyba tylko po to, żeby wzmocnić swoją więź z tym napojem bogów 🙂 A z taką opcją w planerze się spotkałam.

Dlatego, gdy zobaczyłam, że Pani Swojego Czasu wypuszcza nową, mniejszą wersję klasycznego Planera Pełnego Czasu, od razu pomyślałam, że to dobry pretekst, by spróbować „bujowania”. Obawiałam się chyba tego, co większość – że tabelki wyjdą koślawe, a do tego codziennie będę musiała poświęcać masę czasu na ich rozrysowanie. Na szczęście do tematu podeszłam praktycznie, bo bullet journal to dla mnie przede wszystkim narzędzie. I jak na bujo, jest dość minimalistycznie i mało czasochłonne (pierwsze rozpisanie wszystkich rozkładówek zajęło mi z dwa wieczory, a przecież mam nawet elementy kaligrafii), ale przy tym estetyczne.

Jaki planer wybrać – recenzja Mini Planeru Pełenego Czasu 

Do rysowania tabelek, własnych układów czy wszelkiego rodzaju list, najlepsze są notesy w kropki. Dzięki nim nawet bez linijki narysujemy w miarę prostą linię. Takie kropki posiada właśnie wspomniany Mini Planer Pełen Czasu. A do tego, ma po prostu najcudowniejszy papier z jakim się spotkałam. Jestem notesowym zbieraczem, więc uwierzcie mi na słowo. To ten rodzaj papieru, w którym wszystkie litery wychodzące spod naszego długopisu wyglądają nagle tak jakoś zgrabnie i kształtnie. A my nie możemy się oderwać od pisania.

Małym minusem planera jest jednak to, że u mnie czasem brush peny (czyli mazaki do kaligrafii) przebijają na drugą stronę. Nie każdy i nie zawsze, ale zdarza się. Mnie to absolutnie nie przeszkadza, bo to jednostkowe przypadki i nie przebijają też w sposób znaczący, ale uznałam, że warto Was poinformować.

Skoro już napisałam o papierze, to wróćmy na moment do kwestii początkowej – okładki. Aktualnie w sklepie wszystkie się wyprzedały, ale możecie podziwiać mój na zdjęciu głównym u góry (jedną z trzech wersji). Te kafelki kojarzą mi się z Portugalią, czyli miejscem, które bardzo chciałabym odwiedzić w najbliższym czasie. Są z jednej strony subtelne jak delikatny szum oceanu, a z drugiej intensywne jak lizbońskie knajpki wypełnione dobrym winem i rozmowami (a przynajmniej tak to sobie wyobrażam :)).

Pod okładką kryje się dokładnie stron 179 stron w formacie nieco mniejszym od zeszytowego A5. Obawiałam się, czy będzie on odpowiedni do bullet journala, ale melduję, że daje radę.

Na początku planera mamy spis treści – do samodzielnego uzupełnienia, a później rzuty miesięcy – tutaj także sami musimy wpisać poszczególne daty. A później już wiele kropkowanych stron, które zaraz pokażę, jak sobie zagospodarowałam. A, na końcu jest też praktyczna koperta – uwielbiam to rozwiązanie w planerach.

Jak zacząć bullet journal?

Teraz przyszedł czas na konkrety, czyli moje pierwsze, testowe rozkładówki. Przyznam, że większość stron to inspiracja e-bookiem dołączonym do planera o tym jak w nim planować właśnie. Całość została jednak przeze mnie mocno spersonalizowana.

Przyświecały mi dwa cele:

wszystko w jednym miejscu (życie prywatne, działania zawodowe, blogowe, domowe i wyjazdy)

wykorzystanie rozkładówek, które sprawdziły się w starych kalendarzach i planerach oraz dodanie tych, których tam mi brakowało.

To połączenie wyszło u mnie na razie naprawdę nieźle, bo właściwie nie mam nieużywanych stron (no może poza tą z domowymi sprawami, za które po prostu jeszcze się nie zabrałam) i w końcu czuję, że mam nad wszystkim kontrolę. To miłe uczucie – mieć wszystkie najważniejsze sprawy pod ręką.

Moje pomysły na strony w bullet journalu

Podzielę się z Wami kilkoma inspiracyjnymi stronami, które po miesiącu używania zdecydowanie polecam. Wiadomo, że kluczem do bullet journala jest personalizacja, ale i ją trzeba sobie na pewnych wzorach wypracować.

Zaczynamy!

1. Rozkładówka tygodniowa

Czyli dla mnie najważniejsze miejsce, w którym wypisuję najpierw u góry wszystkie zadania na dany tydzień oraz luźne pomysły na czas wolny (tak, by spędzić go wartościowo). Następnie dopasowuję obowiązki do poszczególnych dni tygodnia – z kropkami obok, które zamalowuję, gdy uda mi się je wykonać.

Cały tydzień mieści się spokojnie na dwóch stronach – przez to jest czytelnie i mam „z lotu ptaka” widok na mój rozkład całego tygodnia. Dodatkowo, na dole wydzielonego miejsca dla każdego dnia, zapisuję wydarzenia – np. spotkania, paznokcie, kino, egzaminy – czyli punkty wpisujące się w plan dnia, ale niebędące zadaniami do odhaczenia. Zaznaczam je na kolorowo, dzięki czemu od razu rzucają się w oczy.

Ten tygodniowy układ jak na razie sprawdza się bez zarzutu – zdecydowanie wygrywa czytelnością i tym, że cały tydzień mam w jednym miejscu, a nie np. na osobnych stronach. Nigdy nie potrzebowałam tyle miejsca na listy zadań, a wiele kalendarzy takie układy oferowało.

2. Planer długoterminowy
 

To najfajniejsze narzędzie, która dosłownie skopiowałam od Kasi z Worqshop. Początkowe strony z miesiącami mam wypełnione na razie tylko na dwa miesiące wprzód, więc wszystkie dalsze daty zapisuję właśnie w tym planerze i kategoryzuję. To świetny pomysł na zanotowanie wizyt u lekarza, wyjazdów, urodzin.
Zdjęcie troszkę ruszone, ale widać, o co chodzi

3. Strony podróżnicze

  • bucket list – z podziałem na Polskę i świat
  • lista rzeczy do spakowania – sprawdza się na cotygodniowe wyjazdy na studia, ale też dalsze wycieczki. Zazwyczaj uzupełniam ją ołówkiem i potem zmazuję gumką albo tylko rzucam okiem kontrolnie, by sprawdzić, czy wszystko spakowałam
  • plany podróżnicze – to strona znajdująca się na końcu planera, gdzie bardzo luźno i niezobowiązująco planuję sobie kolejne wyjazdy

4. Prezentownik 

U mnie po prostu w formie prostych list z pomysłami na prezenty dla najbliższych mi osób. Muszę przyznać, że jestem naprawdę dobra w prezenty – ale to właśnie między innymi dlatego, że pomysły na nie zapisuję przez cały rok, a nie tylko w grudniu 🙂
5. Nawyki
Moje kolejne podejście do tego tematu – wcześniej miałam albo za dużo nawyków, albo za mało chęci. Teraz skupiłam się na naprawdę dla mnie najważniejszych, czyli jodze, piciu wody, zdrowym jedzeniu oraz czytaniu (min. dwie książki w miesiącu) i oglądaniu filmów (min. jeden w tygodniu).
Poza tymi dwoma ostatnimi pozycjami (muszę dla nich znaleźć inną formę monitoringu) wszystko się na razie sprawdza  – a kolorowy habit tracker to teraz jedna z moich ulubionych stron.
6.  Planowanie publikacji postów blogowych i postów na social media 
To mój numer jeden, jeżeli chodzi o przewagę bullet journala nad zwykłymi, gotowymi planerami. W żadnym nie znalazłam miejsca na moją działalność w sieci, czyli planowanie publikacji wpisów na blogu, spisywanie pomysłów, planowanie social mediów.

Teraz w końcu mam to wszystko w jednym miejscu i mimo, że pochodzę do tego bardzo elastycznie, to jednak jest to dla mnie ogromnym ułatwieniem. Wymyśliłam, że planer publikacji będę tak długo, jak to będzie wyglądało estetycznie, wypełnianiała ołowkiem, żeby wciąż mieć to w jednym i tym samym miejscu.

Podobnie zero waste’owo (haha) podeszłam do kwestii pomysłów na zdjęcia, wpisy oraz posty na Facebooka i Instagrama. Używam Karteczek Pełnych Czasu (zaraz wyjdzie na to, że Budzyńska zapłaciła mi za ten wpis), które świetnie trzymają się dzięki swojej elektrostatyczności i można spokojnie przemieszczać je z miejsca na miejsce. Ja po prostu planuję wymieniać je na nowe, gdy zapełnię już te obecne i wykorzystam większość pomysłów.

Poza planerem postów i luźnymi pomysłami, mam też miejsce na „inne sprawy’ – z blogiem zawsze coś wpadnie do tej kategorii, więc jeżeli też prowadzicie internetową działalność, to nie zapominajcie o takiej mniej sprecyzowanej przestrzeni.

PS Przy innym moim projekcie rozpisałam każdy post jeszcze dokładniej – podzieliłam tabelkę na: pisanie, korektę, autoryzację, zdjęcia oraz datę. Akurat przy Karce aż tak szczegółowo nie musiałam tego robić, bo mam już wypracowaną pewną rutynę, ale inspiracyjnie Wam wspominam, że można.

7. Wielka lista małych uciech

A na koniec mój mały smaczek, czyli, jak ja to sobie nazywam, „planowanie kreatywne”, a raczej raczej ciut magiczne. Wierzę w czarowanie codzienności i to, że mamy duży wpływa na to, czy nasze dni będą pełne takich samych, automatycznych czynności, czy może jednak weźmiemy życie za rogi i będziemy zachwycać się pierwszym oznakami wiosny, gorącym latem i zapachem świątecznych pierników.
Wydaje mi się, że taką umiejętność cieszenia się codziennością i doceniania tego, co mamy, zatracamy jakoś po liceum. Przynajmniej tak mówi moje doświadczenie. Na studiach zaczęłam więcej od siebie wymagać, myśleć długofalowo i martwić się tym, co przyniesie jutro, kolejny miesiąc i rok. W efekcie oczywiście bardzo łatwo było mi zapomnieć o tym, że fajne życie muszę sobie stworzyć sama, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Czasy, gdzie co piątek po prostu szło się z paczką licealnych znajomych w miasto, a wspomnienia trochę „robiły się same”, w jakimś stopniu dla mnie minęły. Dlatego próbuję za pomocą planowania znaleźć ich zamiennik.

Jest nim aktualnie właśnie „Lista małych uciech na wiosnę”, która powstała w wyniku inspiracji tą od Kasi. To garść pomysłów, dzięki którym cieszę się pierwszymi cieplejszymi dniami, mobilizuję do spacerów i spędzam czas z bliskimi nie tylko przez telewizorem czy przez kabel. Ja potrzebuję takiego bulletowego kopa, żeby robić fajne rzeczy i wcale się tego nie wstydzę. Jeżeli Wy też – inspirujcie się, ile wlezie!

***

Dajcie znać, czy Wy planujecie w bullet journalu i jeżeli tak, to pochwalcie się swoimi sprawdzonymi metodami. Pytajcie też, gdy macie jakieś obawy albo problem związane z takim systemem planowania. Ekspertem nie jestem, ale co sobie poplanowałam, to moje!

Posts created 109

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry