Magisterka – jak pisać prace dyplomowe?

Gdy zaczniecie wpisywać w Google hasło „jak napisać magisterkę”, pierwszą podpowiedzią będzie „jak napisać magisterkę w tydzień”. Z jednej strony mam świadomość, że wielu jest takich gagatków, co i w trzy dni są w stanie stworzyć pracę dyplomową (a raczej coś na jej kształt), a z drugiej to od razu ostrzegam, że u mnie nie znajdziecie takich „złotych” rad. Mając na to tydzień, trzeba po prostu siąść i pisać, licząc na cud!

A ja nienawidzę zostawiać tego typu spraw na ostatnią chwilę. Zawsze byłam osobą, która planowała sobie nawet naukę do kartkówki, a co dopiero pisanie magisterki. Dlatego zamiast pokazywać Wam, że da się to zrobić w tydzień, zachęcam, żebyście o pracy dyplomowej pomyśleli odpowiednio wcześniej – a ja niżej opisuję, jak uporać się z tym jednocześnie dość sprawnie, jak i jakościowo.

PS Działa też przy licencjacie 😉

Pisanie magisterki krok po kroku

1. Wybór promotora

To bardzo istotny punkt, od którego całe nasze pisanie magisterki się zaczyna. Znam wielu kiepskich promotorów, a bardzo niewielu naprawdę pomocnych i angażujących się, dlatego warto podejść do tego rozsądnie.

Najważniejsze to oczywiście wybrać promotora, który zajmuje się tematyką naszej przyszłej pracy i będzie udzielał nam merytorycznych uwag. Ale równie istotne jest zasięgnięcie języka – popytajcie starszych znajomych albo poczytajcie fora, żeby przypadkiem nieźle się nie wkopać.
Dość bezpieczną opcją jest wybór promotora, z którym już kiedyś mieliśmy zajęcia (choć to nie reguła – czasem ktoś jest „kosą” na egzaminach, a świetnym promotorem i odwrotnie).

2. Wybór tematu

Po wyborze promotora musimy sprecyzować temat. Być może już na tym etapie dokładnie wiemy, o czym chcemy pisać magisterkę – to świetnie. Jednak gdy znamy tylko ogólny zarys naszego tematu, to czas zacząć go zagłębiać.

Na pewno pomocne jest sprawdzenie źródeł – zarówno ich ilości (magisterka to głównie praca odtwórcza, więc sporo literatury źródłowej to obowiązek), jak i tego, co w danym obszarze mają do powiedzenia. Nawet po pobieżnym przejrzeniu paru książek, może okazać się, że trafimy na coś, co nas zainteresuje.

U mojego promotora na jedne z pierwszych seminariów mieliśmy przygotować prezentację wprowadzająca w temat naszej przyszłej pracy. To było pomocne, bo zaczęłam zastanawiać się, jakie mniej więcej problemy chcę poruszyć i skąd będę czerpała o nich wiedzę. Mój ostateczny temat wyklarował się właśnie już na tym etapie i dotyczy on ochrony wizerunku osób powszechnie znanych.

Gdy tworzyłam prezentację to zorientowałam się też, że wybrany temat zdecydowanie mi leży – mimo pięciu lat studiów nie jestem tak zafascynowana klasycznymi gałęziami prawa, dlatego i na temat pracy starałam się znaleźć coś bardziej „mojego”. Finalnie praca była połączeniem moich zainteresowań prawem autorskim, budowaniem marki, marketingiem oraz Internetem.

To pokazuje, że znalezienie tematu, który zwyczajnie lubimy, nie jest takie trudne. A moim zdaniem bardzo ważne – ja może nie skakałam z radości na myśl o pisaniu pracy, ale kiedy już zaczynałam pisać, to było to bardzo przyjemne. Czasem napotykałam na trudności natury merytorycznej, ale mimo to starałam się tak dobierać przykłady, rozważania i literaturę, by czerpać z tego radochę. 
Bardzo spodobało mi się, jak mój szef ostatnio powiedział, że podczas rozmowy z klientem zawsze stara się dawać sto procent swojej uwagi i zaangażowania, bo szkoda mu życia na robienie czegoś byle jak.
Takie podejście miałam też do pracy – nie jest może milowym krokiem w doktrynie prawa, ale chciałam, by nie była ona napisana bez serca i tylko, żeby napisać. Skoro już moim obowiązkiem było jej stworzenie, postanowiłam, że chcę, by choć trochę mnie to cieszyło. Wam też to radzę!

3. Zgromadzenie kilku pierwszych źródeł

Kiedy już zdecydowaliśmy się na określoną tematykę, czas zacząć przygotowywać się do pisania. Zgromadźcie możliwie dużo źródeł do pierwszego planowanego rozdziału – poszukajcie w bibliotekach (stacjonarnie i w Internecie), księgarniach, zapytajcie wujka Googla, czy może zna jakieś internetowe publikację na ten temat.

U mnie, ze względu na kierunek, doszły jeszcze orzeczenia, które w sumie też w głównej mierze wyszukiwałam troszkę na oślep w Internecie. Poza tym dobrym źródłem literatury są przypisy – gdy już wypożyczycie 2-3 pozycje, popatrzcie, do jakich innych książek ich autorzy się odwołują.

To też najwyższy czas, by zapoznać się z ogólnouczelnianymi wymogami dotyczącymi formalnych aspektów pracy. Na Uniwersytecie Wrocławskim taki plik po prostu wisi gdzieś na oficjalnej stronie. Dzięki niemu możemy przygotować plik, w którym będziemy pisać – ustawimy odpowiedni font, interlinię, wcięcia.

4. Plan pracy

Jeżeli do tej pory nie wyklarował Wam się nawet ogólny plan pracy, spróbujcie poszukać głównych zagadnień poruszanych w literaturze, którą zgromadziliście. Ja przed klasycznym planem, zrobiłam mapę myśli, w której wypisywałam wszystko, co przyszło mi na myśl związanego z moim tematem.

Stopniowo uzupełniałam ją, a w końcu stworzyłam zarys rozdziałów mojej pracy magisterskiej. Wiem, że niektórzy już na tym etapie mają gotowy szczegółowy plan całej pracy, ale ja to robiłam osobno przed każdym rozdziałem.

5. PLAN DZIAŁANIA

Czas na creme de la creme, czyli nasz plan działania. Tak naprawdę to dzięki niemu miałam:

a) motywację do pisania,
b) brak pernamentnej paniki, że nie wiem, co robię,


c) pewność, że zdażę
(bo plan tworzyłam zawsze z zapasem czasowym).
Plan robiłam przed każdym rozdziałem osobno i dzieliłam go na bardzo drobne punkty, które następnie przypisywałam do konkretnych dat. U mnie małe zadania zawsze sprawdzają się lepiej – po prostu.
Co to były za punkty?

szukanie źródeł,

szukanie orzeczeń (i zapisywanie ich i innych internetowych źródeł w zakładkach bądź drukowanie ich),

dokładny plan danego rozdziału po przejrzeniu źródeł – razem z zaznaczaniem w książkach, które fragmenty pasują do poszczególnych podrozdziałów mojej pracy (każdy podrozdział zaznaczałam innych kolorem) oraz zapisaniem tego na planie pracy (czyli np. do danego podrozdziału dopisywałam „Prawo w Internecie – s. 66). Dzięki temu pisanie szło zdecydowanie sprawniej.

pisanie poszczególnych podrozdziałów,

sprawdzenie gotowego rozdziału – szczególnie pod kątem literówek, interpunkcji i poprawności przypisów (które polecam jednak robić koniecznie na bieżąco)

ewentualnie poprawa rozdziału po uwagach promotora.

Chociaż z pisaniem dzięki takiemu planowi nie powinniście mieć większych problemów, to jednak mogą zdarzyć się małe kryzysy twórcze. Nie chodzi mi o przypadek braku chęci (taki „kryzys” to miałam co chwilę), ale moment, w którym coraz bardziej zagłębiłam się w temat, który stawał się coraz mniej zrozumiały.
Lekarstwo? Porozmawiać o problemach merytorycznych z promotorem (w końcu od tego jest), albo odpuścić dalsze rozważania w tym obszarze. Praca magisterska to nie doktorat, nie musimy odkrywać nieodkrytego.

6. Sprawdzenie pracy pod kątem formalnym
W tym miejscu Wasze rozdziały magisterki właściwie już powinny być gotowe, więc dobrze przejść do lżejszych aspektów. Jeszcze raz sprawdźcie całość (a najlepiej poproście o to kogoś innego – znalezienie swoich literówek nie jest wcale proste), stwórzcie pełną bibliografię, skorygujcie plan pracy oraz napiszcie wstęp i podsumowanie.

Dlaczego te dwa ostatnie punkty dopiero teraz? We wstępnie powinniśmy m.in. zawrzeć cele pracy, które często trudno przewidzieć przed jej napisanem. Z kolej podsumowanie to przecież element

***

Właściwie te sześć kroków to mój klucz do bezstresowego napisania magisterki.

Co było najważniejsze? 
Nie rozplanowywałam sobie, że np. w tydzień czy miesiąc po prostu napiszę dany rozdział, ale od razu dzieliłam rozdziały na poszczególne cześć i przypisywałam do dat. Dzięki temu nie czekałam na flow, a po prostu wpisywałam dane zadanie (związane z magisterką) do codziennej listy obowiązków.
Pisałam też raczej mało, a często – ok. 2 – 4 strony dziennie. W ten sposób nie zajmowało mi to całego dnia (zresztą ciężko o taki dzień, gdy pracujemy, a w weekendy chcielibyśmy też pokorzystać z życia czy pouczyć się), a praca trochę sama się pisała.

Mam jeszcze kilka drobnych rad, które na pewno usprawnią Waszą pracę:

– Planując jakiś czas na napisanie rozdziału, zawsze róbcie to z zapasem czasowym 

Może wypaść Wam coś nieplanowanego w dzień, w który mieliście pisać, może zdarzyć się, że zwyczajnie Wam się nie chce, może okazać się, że pisanie idzie wolniej niż myśleliście. Dzięki kilkudniowemu zapasowi, nie będziecie się tym martwić.

– Gdy już siadacie do pisania, róbcie tylko to. 

 
Żadnych rozpraszaczy, Facebooczków, sprzątania. Jak macie z tym problem – polecam metodę pomodoro (aktualnie używam aplikacji Brain Focus i jest całkiem, całkiem).

– Gdy w trakcie pisania okaże się, że nie wiecie jakieś drobnej rzeczy, to nie zaczynajcie nagle szukać jej w panice po Internecie czy w książkach. 

Zapiszcie sobie w tym miejscu na czerwono, że później musicie to odnaleźć/sprawdzić/potwierdzić i wróćcie do tego po skończeniu partii na dany dzień. Albo w ogóle ze świeżą głową nazajutrz.

– Uzupełniajcie przypisy na bieżąco. 

Nigdy nie zostawiajcie tego na później, bo będzie to trwało dziesięć razy tyle plus skończy się jednym wielkim chaosem. Wiem z autopsji 🙁

Róbcie kopie zapasowe!!! 

Może to oczywiste, ale wysyłajcie sobie co jakiś czas pracę magisterską na maila, zapisujcie w chmurze, w kilku miejscach na komputerze czy w dokumentach Googla. Poważnie. Mnie w czasie pisania III rozdziału siadł laptop, więc wiem, o czym mówię.

– Jeżeli czujecie się zmęczeni ciągłym pisaniem pracy w tym samym miejscu, zmieńcie je. 
Kto powiedział, że musicie ją pisać tylko w bibliotece? Równie dobre dla Was mogą okazać się kawiarnie, parki, a nawet pociągi.

– Gdy korzystacie z internetowych źródeł i macie taką możliwość, to pracujecie na dwa monitory. 

Mega ułatwienie.
***

Na koniec przyznam się Wam do jednego: wiem, że tym postem Ameryki nie odkrywam, bo przecież prawie każdy z nas jest w stanie wypracować sobie taki plan pisania magisterki czy licencjatu.

Ale jednocześnie, gdy rozmawiam ze znajomymi, to mało kto w ogóle planuje sobie szczegółowo pisanie pracy dyplomowej. Bo prostu wiedzą, że muszą do kiedyś tam ją napisać i jak mają „wenę”, to akurat do niej siadają.
Może u niektórych to działa, ale dla większości oznacza to pisanie na ostatnią chwilę i byleby napisać. Po przeczytaniu tego postu chyba wiecie już, że można to zrobić inaczej 🙂 Powodzenia!

Posts created 109

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry