Instagram vs. rzeczywistość

W myślach pisałam ten tekst już kilkanaście razy. Dobrze więc w końcu to z siebie wylać i opublikować. Pogadajmy sobie o mediach społecznościowych. Znowu.

Czy życie wygląda jak z Instagrama?

Jestem twórcą internetowym. Piszę bloga, kilka razy w tygodniu odzywam się na Instagramie. Pokazuję tam swoją twarz, sylwetkę, miejsca, które odwiedzam. Generalnie można spokojnie uznać, że dzielę się z osobami, które mnie obserwują, sporą częścią swojego życia.

Ale czy na pewno?

W ciągu ostatnich kilku miesięcy zaszło w moim życiu trochę zmian, które miały wpływ na moje samopoczucie i sposób spędzania wolnego czasu. I to właśnie stąd naszła mnie w ogóle taka refleksja, że niektórzy być może zbyt dosłownie interpretują mój wizerunek jako karki pisarki. Nawet osoby mi bliskie, znające mnie osobiście, często na tej podstawie mówiły, że super się trzymam, że u mnie wszystko doskonale się układa, że tyle podróżuję i one mi zazdroszczą. Byłam w szoku, bo naprawdę myślałam, że w 2019 roku już każdy ogarnął, że Instagram to nie rzeczywistość!

Życie w bańce

Traktuję bloga i Instagrama jako moją pasję, ale pasję tak związaną z moim życiem zawodowym, że podchodzę do tego częściowo jak do pracy. Staram się utrzymywać jakąkolwiek regularność nawet w gorszych momentach mojego życia. Wy bierzecie L4 za każdym razem, gdy macie słabszy humor? Gdy coś Wam się prywatnie nie układa? No właśnie. Ja też nawet w czasach dołków próbuję się motywować, żeby nie porzucać blogowania, bo jednak daje to jakąś odoskocznię od mniej miłych spraw.

Poza tym są zauważyłam w Internecie dwa obozy. Jedni uważają, że Instagram to bańka, wydmuszka, iluzja rzeczywistości. Bardzo różowa iluzja. W nic nie wierzą i krytykują ten idealizm. Drudzy z kolej, pisząc już bardzo wprost – łykają wszystko jak młode pelikany. Oba podejścia są moim zdaniem trochę niewłaściwe. 

To drugie oczywiście znacznie bardziej, bo zakłada, że to, co widzimy w social mediach, to odwzorowanie czyjegoś dnia 1:1. Że tak właśnie wygląda życie. Że uśmiechy na zdjęciach oznaczają uśmiechy przez każdą sekundę ich egzystencji. A nawet, gdy spojrzymy na osoby, które są hiperaktywne i dodają np. 30 mówionych Story dziennie, to wychodzi nam z tego raptem ok. 7,5 minuty z ich dnia. Chociaż oczywiście czasem wydaje nam się, że uczestniczymy w każdej jego sekundzie.

Breaking news: ludzie z Internetu też mają problemy

Nawet wśród najbardziej optymistycznych osób online zdarzają się problemy, nieszczęśliwe zbiegi okoliczności czy zwyczajne gorsze dni. I wtedy po prostu dodaje się mniej, nie dodaje się wcale albo dodaje zaplanowane rzeczy, niedotyczące dnia dzisiejszego. To normalne, jeżeli podchodzimy do bycia twórcą w miarę na poważnie.

Tak samo normalne jest to, że na Instagramie królują uśmiechnięte selfie i piękne krajobrazy, a nie wyciągnięty dres i trzeci wieczór z rzędu przy Netflixie. Uwieczniamy i chwalimy się tymi najlepszymi momentami. Najbardziej wyjątkowymi. Najbardziej instagramowymi.

Gdy przepłakaliśmy pół wieczoru, to nie nagrywamy z tego relacji. A od typowej, weekendowej imprezy i potem niedzielnego kaca, fajniej pokazać, jak robimy jogę czy jemy wege burgery. Raz, że dzięki temu sami się trochę podbudowujemy (bo kto nigdy nie przejrzał swojego profilu i nie pomyślał, że w sumie całkiem w porządku ma to życie?), a dwa, że to zwyczajnie ciekawsze do pokazania. Bardziej inspirujące.

Internetowa maska

Wydaje mi się, że w takim podejściu nie ma w tym nic złego, dopóki nie udajemy zupełnie innej osoby i nie tworzymy swojego internetowego alter-ego. A taką sztuczność po prostu czasem czuć. Sama się zastanawiam, czy ludzie robią tak dlatego, że uparcie próbują być idealnymi, czy może nie mają nic innego do pokazania niż kilka prefekcyjnych ujęć z wakacji.

Ja nie wystawiam się z moim smutkiem na pokaz, ale też nie próbuję go zawsze ukryć. Potrafię przyznać się, że mam gorszy czas, jestem zmęczona. To na Instagramie pierwszy raz zupełnie szczerze opowiedziałam np. o moich kompleksach i problemach z cerą (możecie poczytać, kilkając w poniższy post).

Więc nie wciskam Wam ściemy, bo sama też unikam zbyt przesłodzonych osób. Wady, inne zdania, odsłanianie się, potrafią być bardzo angażujące. Ale wiadomo też, że rzadko kiedy mamy ochotę pisać non-stop tylko o swoich niepowodzeniach i problemach. Po to chodzimy do psychologów, a nie na Instagrama. 

Więc taka puenta na dziś:

Nie oceniajcie czyjegoś życia po mediach społecznościowych. I nie zazdrośccie innym tak bardzo tych ich wszystkich instagramowych momentów, bo życie składa się głównie z tego, co między nimi. 

Posts created 122

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
KarkaPisarkaHug the Vagabond Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hug the Vagabond
Gość

Świetny tekst!
Wydaje się, że większość ludzi powinna już wiedzieć, że Insta czy inne media społecznościowe to NIE JEST rzeczywistość, a jednak, niestety, chyba często jest inaczej…
Ludzie wpadają w kompleksy, mają wyrzuty sumienia, bo widzą roześmiane twarze, piękne miejsca, kolorowe ciuchy na obrobionych fotkach, po czym rozglądają się wokół siebie i widzą szare osiedle, swoją zmęczoną nkeumalowaną twarz w lustrze i czują pewien dysonans.
Z jednej strony można by te media obwinić, ale z drugiej… Sami bdźmy mądrzy. I pamiętajmy, że to tylko skrawek rzeczywistości. Bardzo często przypudrowany.

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry