Girlboss


Historia Sophii Amoruso przypomina nieco słynny american dream. A przynajmniej tak sprawę przedstawiały media, które po olbrzymim sukcesie sklepu vintage Nasty Gal określały założycielkę jako „The Sexiest CEOs Alive” (Business Insider w 2013 r.), a jej start-up mianowały „Fastest Growing Retailer” (INC Magazine w 2012 r.). Niestety, jak to w życiu bywa, nic nie trwa wiecznie – nawet tak cieżko zbudowana pozycja marki, o czym Amoruso przekonała się boleśnie pod koniec 2016 roku, kiedy to Nasty Gal ogłosiło bankructwo zgodnie z „Chapter 11, Title 11, United Stares Code”. 

Ale zacznijmy od początku. Historia tworzenia Nasty Gal została przedstawiona w nowym serialu Netflixa  „Girlboss”, tworzonym we współpracy z samą Szefową i na podstawie jej książki o tym samym tytule – która, jak się pewnie domyślacie, stała się bestsellerem na całym świecie. Ja najpierw sięgnęłam po serial, który mimo, że miał parę niedociągnięć (przede wszystkim przedstawia Sophię  głownie jako zbuntowaną i zagubioną w relacjach z innymi nastolatkę, w której geniusz ciężko czasem uwierzyć) skłonił mnie do przeszukania Internetu w celu lepszego poznania historii Sophii. I, oczywiście, przeczytania jej książki. To właśnie ona sprawiła, że spojrzałam na naszą Szefową jako dziewczynę szalenie inspirującą i posiadającą dużą mądrość życiową. W celu zarażenia Was jej podejściem, piszę ten post i przedstawiam jej wzloty, upadki i jeszcze raz wzloty. Zaczynamy! 

Jest rok 2006, 22 letnia Sophia ma za sobą rozwód rodziców, kradzieże, szemrane towarzystwo oraz  liczne i raczej krótkie epizody z pracą – od sprzedawania kanapek w Subwayu,  przez posadę w księgarni, aż do doradzania klientkom przy zakupie eksluzywnych butów. Jak sama wieloletnie podkreśla w swojej książce, szybko się nudzi i zmienia pracodawców. Zdecydowanie nie jest też grzeczną dziewczynką, jednak to właśnie ten silny charakter nieraz jeszcze ją w życiu uratuje.  W końcu trafia na coś, co sprawia, że serce jej mocniej zabiło – żakiet Chanel w second-handzie za 8 $. Ostatecznie sprzedaje go na właśnie założonym koncie na eBayu za 1000 $.

I tak zaczyna się historia sklepu Nasty Gal. Bez żadnych kredytów, pożyczek, kapitału początkowego, planów biznesowych. Sophia ma pomysł na to, co powinna robić i czuje się w tym dobrze – ubrania znalezione w second-handach albo w zasobach Armii Zbawienia, odpowiednio podrasowane, sfotografowane w kreatywny sposób, stają się obiektem pożądania coraz szerszego grona klientek. Klientek, które Sophia traktuje jak dobre kumpele – dba o kontakt z nimi, o jakość obsługi, detale. W końcu, po zawieszeniu jej konta na eBayu (za linkowanie swoich aukcji w komentarzach na stronach innych sprzedawców), Nasty Gal zyskuje własna witrynę, a Sophia z dziewczyny szukającej bajgli w śmietnikach, zmienia się w prawdziwą Szefową. 

W 2012 r., kiedy Nasty Gal już trwale ustaliło swoją pozycje dominująca na rynku ubrań vintage (i nie tylko), wokół marki zaczyna robić się naprawdę głośno – Sophia dochodzi do porozumienia z pierwszym inwestorami, a dwa lata pózniej zakłada pierwszy sklep stacjonarny w LA. I tak chyba zaczyna się początek końca Nasty Gal w pierwotnej formie. Mają miejsce pierwsze zwolenienia, z firmy odchodzi przyjaciółka Sophii Christina Feruci, a w 2015 r. sama Szefowa rezygnuje z funkcji CEO (amerykański odpowiednik dyrektora generalnego).

Rok 2015 to także znamienny dla wizerunku Nasty Gal pozew pracownicy zwolnionej tuż przed jej odejściem na urlop macierzyński. Oficjalnie zakńczony arbitrażem, ale w praktyce będący impulsem do fali krytyki atmosfery w firmie w Internecie – m.in. w znanym serwisie glassdoor.com. „The Devil Does Not Wear Prada… She Wears Jeffery Campbell” – czytamy w jednym z komentarzy na stronie.

W 2016 roku Nasty Gal zanotowuje stratę 21 mln $ przy przychodach rzędu 77,1 mln $, ogłasza bankructwo, a wkrótce marka zostaje sprzedana Boohoo – sieciówce z UK dla nastolatek i młodych kobiet. 

Zagłębiając się w historię Sophii, którą można by stereotypowo określić „od zera do bohatera”, usilnie zastanawiałam się, co sprawiło, że Nasty Gal zbankrutowało. Wydawało mi się dziwne, że marka, którą Sophia wykreowała z niczego, z kapitałem początkowym rzędu kilkudziesięciu dolarów, który dzięki oszczędności i kreatywności Sophii zaprowadził ją na finansowy i prestiżowy szczyt, nagle znalazła się na dnie. Pomocny w zrozumieniu tego problemu okazał się artykuł zatytułowany „Death by overfunding” opublikowany na profilu Sramany Mitry na Linkedinie. Teza postawiona w nim jest dość jasna i cieżko się z nią nie zgodzić: nadmierne finansowanie inwestorów połączone z nierealistycznymi oczekiwaniami sprawiły, że marka zjadła własny ogon. Nie każdy wzrost jest dobry – w tym przypadku zbyt gwałtowny wzrost doprowadził Nasty Gal do bankructwa. Sukces marki Sophii Amoruso tkwił przede wszystkim w wyjątkowości – sprzedawała ubrania oryginalne, trafiające do określonego odbiorcy. Pomimo pół miliona klientów w 60 krajach można było określać grono potencjalnych klientów Nasty Gal jako pewną nisze. Nisze, która ceniła sobie dbałość o każdy szczegół, kontakt z klientem i aktywność w mediach społecznościowych. Niestety, oczekiwania inwestorów stawiały Nasty Gal raczej w pozycji marki pretendującej do bycia sieciówką. W takim przypadku zapewne cieżko było utrzymać marce swoją własną niepowtarzalność i w pełni skontrolować kwestie pracownicze czy jakościowe. 

Mimo, że lata świetności Nasty Gal ma już prawdopobnie za sobą, to na szczęście nie można tego powiedzieć o założycielce. Sophia sama w sobie jest marką, o czym świadczy chociażby sukces jej książki i serialu „Girlboss”. Gdzieś natknęłam się na opinię, że Netflix nie mógł wybrać gorszego czasu na wypuszczenie serialu – w końcu Nasty Gal ogłosiło bankructwo i zostało sprzedane. Nie zgodzę się jednak z tą opinią, głównie z uwagi na siłę, jaka w sobie niesie przekaz książki Szefowej. Historia Sophii to historia wzlotów i upadków. Dochodzenia do sukcesu metodą małych kroków, ciężkiej pracy i zostawiania serca za biurowym stołem. Zazwyczaj motywacyjne gadanie mnie nie rusza, a wręcz przeciwnie – demotywuje! Jednak Sophię kupuję w stu procentach. Z jej wyszczekaniem, stawianiem na swoim za wszelką cenę i niewpisywanie się w standardy. Upadek Nasty Gal nie oznacza upadku założycielki – w końcu założyła tę markę od zera, została dzięki niej milionerką i utrzymywała na niewyobrażalnym nawet dla niektórych sieciówek poziomie przez 10 lat. Każdy popełnia jakieś błędy i nie twierdzę, że Sophia tego uniknęła – ona sama mówi o swoich złych decyzjach niezwykle szczerze. Ale to właśnie czyni ją autentyczną. I sprawia, że każdy ma ochotę zostać szefową i ciężko na to pracować (sic!). Podejście do biznesu, jakie Sophia prezentuje, jest proste, ale jednocześnie wyjątkowe. Dużo pisze i mówi o uczciwości, oszczędności i determinacji. Ciężko się z nią nie zgodzić, gdy krytykuje zadłużanie się, zachęca do poświęcenia się pracy i marzeniom, a swój  „feminizm” prezentuje w najlepszy możliwy sposób – ciężką pracą, nie propagandowym gadaniem.

Dlatego też nie mam cienia wątpliwości co do przyszłości Sophi Amoruso i szczerze jej kibicuję – w końcu kto ma osiągnąć kolejny sukces jak nie „równa babka” poświęcająca się temu, co kocha i inspirująca wiele kobiet na całym świecie? 




Posts created 119

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry