Trzy dokumenty, które Was poruszą

Nadszedł czas na kolejny wpis z serii „Teraz oglądam”. I to znowu dokumenty były tym, co urzekło mnie ostatnio najbardziej. Ich autentyczność wygrała z nawet najlepszą filmową fikcją. Każdy jest trochę inny i na inną okazję, ale wszystkie mają w sobie moc.

Rozmowy z mordercą – Taśmy Teda Bundy’ego

Znalezione obrazy dla zapytania ted bundy tapes netflix

Gdzie obejrzeć? Netflix

Tematyka kryminalno-sądowa od dawna jest tą, pod którą sięgam niemalże bez zastanowienia. A że gatunek true crime przeżywa aktualnie wzrost popularności, to zdecydowanie mam w czym wybierać. Na Netflixie najbardziej przypadły mi do gustu „Rozmowy z mordercą…”. To serial dokumentalny opowiadający o jednym z najsłynniejszych morderców i przestępców seksualnych w historii Stanów Zjednoczonych. Jest nie tylko świetnie zrealizowany (nie nudzi nawet przez chwilę), ale przede wszystkim przerażająco fascynujący.

Jego główną osią są nieopublikowane dotąd rozmowy więzienne z samym Tedem. W pewnym momencie, mówiąc o sobie w osobie trzeciej, Bundy zaczyna analizować własne czyny.

Co w jego postaci i serialu jest jednak najbardziej fascynującego? Pomimo zabicia i wykorzystania seksualnie ponad trzydziestu kobiet, Ted miał wiele fanek. Były urzeczone jest urodą, stylem bycia, elokwencją (studiował prawo). Chociaż czytając o tym tutaj, pewnie łapiecie się za głowę, to gdy zaczniecie oglądać „Rozmowy z mordercą…”, zmienicie punkt widzenia.

Nie wszyscy mordercy to odrażające półgłupki albo osoby, którym „źle z oczu patrzy”. Czasem to czarujące jednostki, których pewien urok osobisty pozwala ciągle i wciąż powracać na ścieżkę zła. Właśnie dlatego rozmowy z Tedem Bundy’em to tak duży ładunek emocjonalny.

PS Aktualnie na ekranach kin możemy oglądać film fabularny „Podły, okrutny, zły”, który również opowiada o Tedzie. Nie oglądałam, ale już sama charakteryzacja Zaca Efrona na Bundy’ego sprawia, że na pewno po niego sięgnę. A na razie polecam recenzję Sfilmowanych.

Mercury 13

Znalezione obrazy dla zapytania mercury 13 netflix

Gdzie obejrzeć? Netflix

Kolejny dokument to historia trzydziestu kobiet, które w latach sześćdziesiątych próbowały zostać amerykańskimi astronautkami. No właśnie – próbowały. Przeszły pozytywnie testy (niektóre nawet lepiej niż mężczyźni), a mimo to powszechna dyskryminacja kobiet w tym zawodzie pozbawiła je marzeń.

„Mercury 13” ogląda się ciężko. Była we mnie duża wewnętrzna niezgoda na to, że tak bystre, ambitne i wytrwałe kobiety (jedna była pilotką i miała przy tym ośmioro dzieci – przebijcie to!), nie mogły polecieć w kosmos tylko dlatego, że ówczesny świat wciąż funkcjonował jak w prehistorii.

Polecam obejrzeć go wszystkim, którzy twierdzą, że problem dyskryminacji kobiet jest wymyślony. Zaledwie niespełna sześćdziesiąt lat temu, te wspaniałe dziewczyny zostały tak potraktowane przez NASA – amerykańską agencję kosmiczną, do cholery!

Ale film pokazuje też światełko w tunelu i jest bardzo poruszający. Jedna z niedoszłych astronautek mówi w pewnym momencie:

Chciałabym coś przekazać młodym ludziom. Wybierajcie nauki ścisłe. Zdobądźcie dyplom inżyniera. Idźcie do NASA. Jeżeli tego chcecie, zróbcie to. Właśnie to kocham.

I tych słów zdaje się słuchać NASA Blueberry, czyli osiemnastolatka, która została wytypowana przez NASA do misji „Mars one” w 2033 r. Oznacza to, że będzie prawdopodobnie pierwszą osobą na Marsie! Nie ma o niej co prawda ani słowa w dokumencie, więc to opowieść na inną okazję, ale jest właśnie takim światełkiem, o którym pisałam wyżej. Światełkiem, które pokazuje, że dziewczynki w wielu krajach mają szansę spełniać swoje marzenia. A w wielu innych wciąż jest jeszcze masa rzeczy do zrobienia. I z tak pojmowanym feminizmem się identyfikuję.

Jutro albo pojutrze

Znalezione obrazy dla zapytania jutro albo pojutrze

Gdzie obejrzeć? Aktualnie tylko w niektórych kinach, np. warszawskim Elektroniku

Ależ mnie poruszył ten film! W dużym skrócie to kręcone przy kilka (kilkanaście?) lat życie trójki przyjaciół. Brzmi znajomo? Koncepcja podobna jest do popularnego „Boyhood”, ale już sama realizacja i przesłanie zupełnie inne.

Na niecałe dwie godziny mamy okazję wejść w intymny świat głównych bohaterów – ich radości, porażek, wątpliwości, relacji. Nie są oni czarno-biali. Nie każdy osiąga sukcesy. Nie każdy wie, co chce robić w życiu i nie każdy do tego dąży. Podczas tych lat, które oglądamy na ekranie, zmieniają się ich cele, tryb życia, charaktery.

Co jednak ważne, reżyser (jeden z wspomnianej trójki przyjaciół) nie oceniał nadmiernie swoich bliskich. Oczywiście, pokazywał swoje problemy i swoje spojrzenie, bo w końcu był pomysłodawcą i twórcą dokumentu. Ale nie przysłaniało to dla mnie najważniejszej rzeczy w filmie, czyli ukazania autentycznego życia. Już dawno nie oglądałam zwyczajności z takim zainteresowaniem. Miałam wrażenie, że mogłabym oglądać ten film jeszcze kolejne kilkanaście godzin i wciąż wnosiłoby to coś do mojego życia.

Bo dzięki temu, że bohaterowie są młodym, raczej zagubionymi chłopakami, mogłam się z nimi pod wieloma względami identyfikować. I nie miało znaczenia to, że żyją na innym kontynencie, jeżdżą na desce i robią wiele rzeczy, których ja nigdy nie miałam okazji.

Pewne uczucia są znane prawie wszystkim młodym ludziom. Pewne wydarzenia z przeszłości, relacje rodzinne, oddziaływują w jakiś sposób na każdego dorosłego, kto ich doświadczył. Dzięki temu „Jutro albo pojutrze” jest nie tylko wzruszające i klimatyczne, ale przede wszystkim uniwersalne.

Brawa dla Bing Liu za tak wspaniały debiut reżyserski – śledźcie jego dalsze filmowe poczynania, bo jestem przekonana, że będzie warto!

***

Na koniec zostawiam Wam link do mojego poprzedniego wpisu o tym, jakie dokumenty na Netflixie warto obejrzeć. Jest tam aż 5 propozycji, na pewno znajdziecie coś interesującego.


Posts created 106

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry