Co mi daje… podróżowanie

Cześć, kochani! „Co mi daje…”  będzie nową serią na blogu. Co jakiś czas zamierzam brać pod lupę rzeczy ważne w moim życiu – w skali mikro i makro. Na pierwszy ogień idzie, oczywiście, podróżowanie 💕


Podróżowanie to moja wielka pasja, która w połączeniu z zamiłowaniem do blogowania i fotografowania sprawia, że mam motywację, by tutaj wracać. To właśnie wpisy z wyjazdów są moimi ulubionymi, pisze mi się je tak naturalnie, jakby palce i klawiatura same z góry wiedziały, co chcę stworzyć.


Najchętniej wyjeżdżałabym gdzieś co najmniej raz w miesiącu, ale na razie z różnych przyczyn nie mogę sobie na to pozwolić. Mimo to, cieszę się bardzo na każdą wyprawę – nieważne, czy to weekend w polskich górach, czy city break w Mediolanie. Wiem, że kiedyś pewnie skuszą mnie inne kontynenty (Stany i Japonia uśmiechają się do mnie od dawna), ale na razie jestem absolutnie zakochana w Europie. Z jej historią, dorobkiem kulturowym i różnorodnością – jest w czym wybierać!


Co wobec tego w podróżowaniu jest takiego, co tak mnie ekscytuje?

wspomnienia – przeżyte chwile, utrwalone w pamięci, na zdjęciach, czy na blogu, są świetnym zabezpieczeniem na gorsze momenty (a długie, jesienne dni już czekają w gotowości w boksach startowych…). To ostoja w codzienności, w pracy i podczas nauki. Pewne doświadczenia, przygody, czy poczucie wakacyjnej beztroski, zostają w nas na całe życie.


relaks gdzieś w Trójmieście

spełnianie marzeń – moja lista miejsc „must see” nieustannie się wydłuża i chyba tylko jakiś cudowny wynalazek współczesnej medycyny mógłby mi kupić czas na jej zrealizowanie. Ale przecież każdy zdobyty cel cieszy, a te spontaniczne i niespodziewane nawet bardziej. Wychodzę z założenia, że marzenia to coś więcej niż tylko wyznaczenie sobie upragnionego planu. To także długie przygotowania, poszerzanie wiedzy i horyzontów w danym temacie. Wtedy osiągnięty cel, czy to podróżniczy, czy nie, smakuje lepiej, a marzenia przestają być tylko mrzonkami.


wymarzone Cingue Terre

ludzie – w czasie podróży mamy okazję poznać „lokalsów”, innych turystów, ale też starych znajomych. Takie oderwanie od codziennych schematów wpływa na nasze zachowanie i często pozwala nam się otworzyć, czy nauczyć reagowania w trudnych sytuacjach. Czasem pary dobrze dogadują się na co dzień, a na wyjeździe prawie nie mogą na siebie patrzeć… Cóż, znajdźcie kogoś, z kim dobrze Wam się podróżuje – to recepta na udany związek 🙂


zdobywanie polskich szczytów

tolerancja – skoro jesteśmy przy aspekcie personalnym, nie mogło zabraknąć tego tematu. Współczesny świat ostatnimi czasy często wraca do punktu, w którym zatraca się człowieczeństwo. Druga wojna światowa czy konflikty zimnowojenne to tragedie, które w większości nie wydarzyły się nagle, ale były efektem wieloletniej propagandy i podsycania nienawiści. Łatwo zauważyć, że i teraz nietolerancja stała się modna – pod przykrywką ochrony rodaków czy własnej rodziny, przemycana jest nienawiść i strach przed wszystkim, co inne. 


Wiem, że tolerancja musi mieć swoje granice, ale wiem również, jak łatwo zmanipulowani ludzie mogą doprowadzić do tragedii. A piszę o tym w tym miejscu, ponieważ najłatwiej przychodzi ocenianie i niechęć do osób czy całych grup społecznych, wyznaniowych, narodowych, których nie znamy. Gdy ktoś nam bliski jest wystawiony na celownik, dużo ciężej idzie nam wydawanie sądów. A podróżowanie daje właśnie niepowtarzalną szansę poznawania – innych kultur, religii, narodowości. Dzięki temu inność nas tak zawsze nie przeraża. Możemy skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością, podobnie jak choćby relacje mediów. Przed zeszłorocznym wyjazdem do Paryża wiele znajomych dziwiło się moim wyborem destynacji (taki sam był też zresztą przekaz medialny). Na miejscu spotkałam jedną rodzinę wyglądającą na uchodźców (i bynajmniej nie terrorystów), a mieszkając w „czarnej” dzielnicy nie czułam strachu, bo wszyscy zajęci tam byli swoimi sprawami i nikt mnie absolutnie nie zaczepiał. 


Podsumowując ten wątek, dramaty zdarzają się często i warto być ostrożnym, ale przede wszystkim traktujmy każdego jak czystą tablicę. Nie generalizujmy, proszę! Pomiędzy miłością a nienawiścią jest cała gama uczuć i gdzieś tam mieści się też tolerancja.


londyńskie Chinatown



jedzenie – sztuka, architektura, czy piękno natury niejednokrotnie potrafią zachwycić, ale odkrywanie lokalnych smaków to dopiero przygoda! W wyjazdach cenię to, że czuję dokładnie smak każdej wypitej kawy, a pełny lokal i wieczorny gwar są najlepszą restauracyjną rekomendacją. Przed każdym wyjazdem staram się robić research, by na miejscu wiedzieć, czego muszę skosztować i z jakich bogactw lokalnej ziemi skorzystać. Jedzenie to dla mnie nie tylko zaspokojenie głodu, ale i odbicie miejscowej kultury, zwyczajów, klimatów i historii. Podobne zdanie ma dziennikarka kulinarna Layne Mosler, której książkę „Podróż w trzech smakach: Przepyszne opowieści z Buenos Aires, Nowego Jorku i Berlina” serdecznie na koniec tego postu polecam. Jeśli po mojej pisaninie wciąż nie jesteście przekonani do podróżowania, to po tej lekturze z pewnością się to zmieni!


najlepsze, bo włoskie!






















Posts created 116

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry