Co zobaczyć i co zjeść w Trójmieście? Moja (gastro)wycieczka

 



Jak niektórzy z Was pamiętają, w zeszłym roku, będąc w Trójmieście, obiecałam sobie, że muszę tam wpadać przynajmniej raz w roku. W 2019 słowa dotrzymałam już w kwietniu, bo w jeden z wiosennych weekendów wybraliśmy się właśnie do Trójmiasta. I kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że to jedno z moich ulubionych miejsc w ogóle.


Poniżej macie okazję razem ze mną przeżyć weekend w Trójmieście. Dowiecie się, gdzie zjeść i gdzie poczuć klimat tych miast – niekoniecznie typowo nadmorski.



Dzień pierwszy

Dzień zaczął się wcześniej, bo o 5:30. Jak na sobotę, a właściwie każdy dzień tygodnia, to dla mnie środek nocy. Do tego na Dworcu Zachodnim w Warszawie zamiast pierwszych promieni wiosennego słońca, przywitał nas śnieg! W środku kwietnia. Na szczęście im bliżej Trójmiasta, tym pogoda się poprawiała – w końcu jakiś dobry zwiastun.

Pizzeria Francesco – najlepsza pizza w Polsce?

Nocleg znaleźliśmy w Gdańsku, ale nie ma to specjalnego znaczenia – komunikacja międzymiejska w Trójmieście daje radę, a nawet i za Ubera czy Bolta, nie zapłacicie majątku. Wobec tego szybko znaleźliśmy się w Gdyni. Na podobno najlepszej pizzy w Polsce, czyli tej w Pizzerii Francesco. Moje kubki smakowe mówią jednak, że smaczniejszą pizzę zjecie chociażby w Vaffa Napoli we Wrocławiu, ale gdyńska pizzeria też daje radę! Szczególnie w kwestii calzone, którego szybko pozazdrościłam Kubie.

Port w Gdyni i Neon streetfood bar

Gdy już trochę pojedliśmy (first things first) i odpoczęliśmy, przyszedł czas zobaczyć morze. Uwielbiam to uczucie, gdy po dłuższej nieobecności mogę znowu je podziwiać. Stanąć na piasku, spojrzeć w jego bezkres. Być może Port w Gdyni, do którego się udaliśmy, nie był najpiękniejszym miejscem na taką kontemplację, ale mnie wystarczył. Port polecam, by zrobić sobie spacer i podejrzeć portowe życie – dla mnie to zawsze było fascynujące.

Obok Portu znajduje się też dość skromna miejska plaża, ale jak już jesteście w Gdyni, to koniecznie wybierzcie plażę Gdynia Orłowo. Dla nieprzekonanych zostawiam link do mojego wpisu z tego miejsca:

Post z Gdyni Orłowo

Po Porcie przypadkiem trafiliśmy do lokalu z piwami rzemieślniczymi, których Kuba jest fanem (a i ja dobrym nie pogardzę). Nazywał się Morze Piwa i na pewno przypadnie do gustu wszystkim beergeekom.

A później? Znowu jedliśmy. Właściwie ten pierwszy dzień to było głównie chodzenie po knajpach, ale kto nie lubi gastro wycieczek? Wybraliśmy się do słynnego gdyńskiego Neon streetfood baru, serwującego azjatyckie jedzenie i ciekawe drinki. Sam wystrój lokalu był mega (przypominał mi odrobinę postapokaliptyczne filmy), a jedzenie naprawdę smaczne. Jedliśmy bułeczki bao, a ja wzięłam też na spróbowanie jeden z drinków. Pycha! Miejsce wydaje się trafione szczególnie na dłuższy wieczór z przyjaciółmi, bo porcje są raczej przekąskowe (a niezbyt tanie), więc dobrze wziąć kilka w grupie i popróbować różnych smaków.


Dzień drugi

Spacer z Gdańska do Sopotu i poranek w „Całym Gawle”

Pierwszy dzień w Trójmieście był bardzo przyjemny, ale to drugi podbił moje serce. Zaczęło się od długiego spaceru piękną trasą nad samym morzem – z Gdańska do Sopotu. Dystans nie jest duży, ale z naszym emeryckim tempem szliśmy i szliśmy. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadzało, bo po drodze podziwiałam morze, zieleń, trójmiejskie pieski, hotele i domy. Idealny poranek zakończył się w naszej ukochanej, sopockie kawiarni, czyli Całym Gawle. Kawa smakuje tam najlepiej na świecie, szczególnie po dłuższym spacerze.

Zrobiło się już obiadowo, więc wpadliśmy na naleśniki do Fanaberii. Były w porządku, jak to naleśniki – nie ma co się rozwodzić.

Stocznia w Gdańsku i Europejskie Centrum Solidarności

Z Sopotu przejechaliśmy do Gdańska SKM-ką, wysiadając na stacji Gdańsk Stocznia. To z niej wyjdą Wam jedne z najfajniejszych zdjęć tego miejsca! W ogóle, jeżeli choć trochę lubicie przemysłowe klimaty i interesuje Was najnowsza historia Polski, to punkt obowiązkowy. Nie wiem, czemu wcześniej nie spacerowałam po tych okolicach, ale tego dnia wszystko pokornie nadrobiłam. Bez pośpiechu chodziliśmy po sporym terenie Stoczni, gdzie czuć było atmosferę minionych lat i wydarzeń związanych z Solidarnością.


Pogłębiał to fakt, że poza nami, mało kto się tam przewijał. Sytuacja pewnie zmieni się, jak zrobi się pełnoprawna wiosna, bo na terenie Stoczni działają kluby! Teraz były jeszcze zamknięte przed sezonem, więc całość, z żurawiami i statkami w tle, wyglądała trochę jak opuszczone miasteczko. Śmialiśmy się, że czujemy się trochę jak urban explorers.


Ze Stoczni poszliśmy do Europejskiego Centrum Solidarności, które jest nowoczesną, monumentalną budowlą, kształtem nawiązującą do statku. W środku jest mnóstwo zieleni (duży plus!) i muzeum dotyczące Solidarności i wydarzeń stoczniowych. Niestety tym razem nie mieliśmy już czasu na zwiedzanie (wydaje mi się, że potrzeba minimum pół dnia), ale nawet tylko zaglądając do sal wystawowych, byliśmy zaintrygowani. To musi Wam wystarczyć za rekomendacje, a my nadrobimy podczas kolejnego pobytu.

Król wśród hummusów, czyli wizyta w Nie/mięsnym

Już pewnie myśleliście, że skoro pierwszego dnia tak się pogościliśmy w lokalach, to drugiego tylko lekkie naleśniczki, kawka i do Warszawy. Nie z nami te numery 🙂 Od jakiegoś czasu przepadam za wege jedzeniem, dlatego przed pociągiem odwiedziliśmy jeszcze Nie/mięsnego w Gdańsku. Mój hummus z mango, fetą i granatem, to było kulinarne niebo. Uwielbiam takie smaki – słodko- słone, a wszystkie bardzo wiosenne i zdrowe. W Nie/mięsnym fajne jest też to, że w menu znajdziecie także potrawy mięsne – tak na wypadek, gdyby na lunch wybrał się z Wami prawdziwymi mięsożerca. Za takie nieradykalne podejście tym bardziej polecam to miejsce.

Tym pierwszym wiosennym lunchem jedzonym na dworze, pożegnaliśmy się z Trójmiastem. Będziemy tęsknić i będziemy wracać. I oczywiście opisywać Wam tak dużo świetnych, często nieoczywistych miejsc, jak to tylko możliwe.

Posts created 103

  1. Czemu takie cudowne miejsca znajdują się tak daleko ode mnie? 🙂 Wszystko tak pysznie wygląda, że zastanawiam się, czy nie wybrałabym się na podróż nad morze 😀

    1. Ja teraz jestem cwana, bo przeprowadziłam się do Warszawy i mam jednak znacznie bliżej niż z Wrocławia 😉
      A gastronomicznie to jest niebo, także polecam się wybrać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Leć do góry